Muzyka ludowa

Magiczna moc życzeń, czyli kolędowanie noworoczne w dawnej Polsce

Posted on in Muzyka ludowa

Okres zimowy był najważniejszym czasem obrzędowym dla Słowian i innych ludów europejskich tradycyjnie zajmujących się uprawą ziemi. Jest to podyktowane zapewne przede wszystkim faktem, iż w tym czasie nie przeprowadzano prac polowych, ludność miała czas na odpoczynek od ciężkiej pracy i pod dostatkiem świeżo zebranych plonów. W czasie tym odpoczywają jednak nie tylko ludzie, ale przede wszystkim ziemia. W przeświadczeniu ludu jakiekolwiek czynności naruszające jej spoczynek skutkują przekleństwem nieurodzaju w nadchodzącym roku. Z tego powodu prace ziemne były zakazane, a ludność starała się zadbać o urodzaj innymi sposobami, głównie magicznymi. Jak mówiono w Źwiartowie (lubelskie): „W adwencie nie godzi się ziemi przewracać, bo to ziemia święta”.

Starożytne Gody…

Początek nowego cyklu obrzędowego wiązał się powszechnie na wsiach polskich ze świętowaniem przesilenia zimowego, zwanego Godami (Godnie Święta), w czasach średniowiecza oczywiście wzbogaconym o mitologię chrześcijańską. Okres ten pozostał jednak świętem bodaj najsilniej związanym z dawnymi tradycjami przedchrześcijańskimi, wykazując powiązania z kultem i magią agrarną oraz obfitując w zwyczaje i przesądy z nimi związane.

Czas Godów, zwany też świętymi wieczorami, czyli okres od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, był szczególny ze względu na aktywność sił duchowych. Z tej wiary wynikało wiele zakazów. W Źwiartowie nie wolno było wykonywać prac na roli, co wiązano z przekonaniem, że w tym czasie po polach spaceruje brzemienna Matka Boska. Innym był zakaz przędzenia ze względu na „wicie się” w powietrzu złych duchów (Kopaniarze k. Działdowa, północno-zachodnie Mazowsze). Podczas świętych wieczorów czas spędzano wspólnie, słuchając opowieści starszych o dawnych czasach i śpiewając pieśni nabożne.

Gospodarzu, daj kiełbasy, albo…

Najsilniej rozpowszechnionym obrzędem, znanym na obszarze całej Polski, było kolędowanie, które przyjmowało najróżniejsze formy w zależności od regionu, a nawet wsi. W obrębie jednego osiedla mogły być praktykowane różne zwyczaje z nim związane, ale wszystkie miały sens jednakowy – podczas chodzenia po domach składano życzenia urodzaju na nowy rok. Do obrzędu tego typu zaliczyć można tak zwane rogole (Warmia i Mazury), szczodraki (Lubelskie), pochody z maszkarami, a także widowiska bożonarodzeniowe, które choć zintegrowane ściśle z chrześcijańskim znaczeniem święta nadal łączyły się z tradycją składania życzeń (przykładowo herody praktykowane na Mazowszu i w Lubelskiem). Do stałych elementów kolędowania należały: powitanie i prośba o przyjęcie do domu, życzenia dla gospodarza, okolędowanie panny oraz prośba o kolędę, czyli dar. Istniała wówczas stara wiara w magiczną moc życzeń, które należało okupić darem. W przypadku odesłania kolędników bez kolędy nie dość, że życzenia mogły się nie spełnić, to istniała jeszcze realna groźba rzucenia przez nich klątwy.

Wykonywane przy tej okazji kolędy gospodarskie należą do najstarszego repertuaru w polskiej tradycji ludowej. Współcześnie nam znana forma kolędy, czyli pieśni o tematyce religijnej bożonarodzeniowej, w repertuarze ludowym rozpowszechniła się dopiero w XIX wieku. Poprzedziła ją natomiast typowo ludowa i realistyczna pastorałka, rozwijająca się w Polsce bujnie w baroku. Wcześniej dominował starszy model pieśni, który gdzieniegdzie uchował się jeszcze po wsiach.

W związku z funkcją kolędowania, które miało przynieść gospodarstwu pomyślność, pieśni wykonywane przy tej okazji pozostały jednymi z najściślej odwołujących się do dawnych wierzeń agrarnych – obecnych nie tylko u Słowian, ale także wśród pozostałych ludów indoeuropejskich. Teksty standardowo dotyczyły życzenia urodzaju na polu, licznego pogłowia wśród zwierząt – głównie bydła – a także zamążpójścia dla córki gospodarza. W przekazach nowszych obecne są także kolędy dla kawalerów, jednak stanowią one późniejszą kalkę pieśni dla panien. Szczególnie warte uwagi pozostają kolędy z motywem złotorogiego bydła, uważane za najstarsze zarówno pod względem symboliki, jak i ukształtowania melodii (por. wpis Jak czytać pieśń ludową ze zrozumieniem? cz. 4 (ostatnia)).

U wielu ludów słowiańskich praktykowano zabiegi magiczne polegające na naśladowaniu zachowania zwierząt i wydawanych przez nie odgłosów celem sprowadzenia urodzaju do gospodarstwa. Przykładem takich praktyk jest zaobserwowany w zachodniej Serbochorwacji zwyczaj rozkładania przez gospodynię słomy na podłodze oraz orzechów imitujących jaja kurze, i udawanie wraz z dziećmi kwoki z młodymi. Tego rodzaju zachowania obecne były na Bałkanach, Ukrainie oraz Rusi i prawdopodobnie zachowały się także w znanym w całej Polsce zwyczaju przebierania się za zwierzęta przez kolędników. Jeszcze do II wojny światowej na Lubelszczyźnie praktykowano obchód z żywymi zwierzętami. Wśród przebierańców obecne były różne postaci ludzkie, takie jak cygan, dziad, baba, żyd itp., jednak głównymi bohaterami pozostawały zwierzęta przez nich prowadzone, przede wszystkim kozioł, koń, niedźwiedź, a także żuraw lub bocian, czyli zwierzęta powiązane z kultem płodności, zwiastujące mającą wkrótce nadejść wiosnę.

Zwyczaj przebierania się za zwierzęta przez mimów podczas misteriów znany jest z całej średniowiecznej Europy. Bodelain Library, Oxford.

Praktykowany w całej Polsce (oraz innych krajach słowiańskich i zachodnioeuropejskich) zwyczaj pochodów z konikiem (na Warmii zwany „szemel”) pozostaje szczególnym przypadkiem pochodu z maszkarą ze względu na długo poświadczony na tych ziemiach kult konia, sięgający czasów starożytnych. Dawniej do izb wprowadzano żywe zwierzę, sypiąc przy tym ziarno i składając życzenia. Z końca XV wieku pochodzi kazanie Michała z Janowca, w którym zabrania on pogańskiego „chodzenia z kobylicą”, które już wówczas musiało być zakorzenionym zwyczajem, gdyż ok. 1430 roku o wdziewaniu końskich lub jelenich masek w czasie świąt pisał Mikołaj z Błonia w swoim Sacramentale. Wiele źródeł pisanych oraz archeologicznych dokumentuje obrzędy związane z tym zwierzęciem praktykowane przez Prusów na wiele wieków przed chrystianizacją tych terenów. O tradycyjnych obiatach, czyli ofiarach złożonych z bydła lub konia pisał jeszcze Długosz, wspominając również tańce i śpiewy odbywające się przy takich okazjach. Zapustne pochody z konikiem, a także z kozą, praktykowane we wschodniej Polsce zawierały także symboliczny motyw rytualnej śmierci i zmartwychwstania tych zwierząt.

M. Andriolli. Wieśniaczy obrzęd „wodzenie kozy” przed polskim szlachcicem. Zachodnia Białoruś, XIX w. (domena publiczna)

W zachodniej Polsce bardziej rozpowszechnione były pochody z kozłem lub kozą, choć na wschodzie zwyczaj ten występował równie powszechnie. Koza, podobnie jak koń, stanowiła solarny symbol sił witalnych i szczególnie mocno wiązała się z kultem płodności i urodzaju.

W wigilię Nowego Roku praktykowano chodzenie po domach po datki, z towarzyszeniem niedźwiedzia, który tańczył do muzyki i psocił domownikom. Grupy kolędników na Mazurach zwano „bogami”. Datki otrzymywane przez kolędników, zazwyczaj w formie pokarmów, przeznaczane były na biesiadę urządzaną w karczmie na koniec obchodów po domach. Na zabawę przychodzili wszyscy, starzy i młodzi, a do samego rana niedźwiedź pozostawał w przebraniu, dalej strojąc figle i psoty. Zabawa kończyła się zapaleniem sznura z grochowin, który niedźwiedź miał na szyi (oczywiście oblewano go zaraz wodą) . Zwyczaj ten wytłumaczyć można jako manifestację zwycięstwa życia nad śmiercią, gdyż grochowina, służąca do wykonania sznura symbolizowała śmierć i zimę. Tańce niedźwiedzia to natomiast symbol życiodajnej energii związanej z wiosną i światłem, które w momencie zimowego przesilenia ponownie zwycięża ciemność.

Żacy, parobcy, panowie i ksiądz

W dawnej Polsce w zabawach uczestniczyło nie tylko chłopstwo, ale też szlachta. O tym jak ważne były święta okołonoworoczne wnioskować możemy m.in. z poezji Wacława Potockiego, który wspominając zabawy i obrzędy z towarzyszeniem tańca i muzyki najczęściej pisał właśnie o zimowych, m.in. wspominając o nich jako o przyjemności, której zabraknie po śmierci:

„Gdzieżby na tamtym świecie, kędy już nic na się
Człek dobrego nie zrobi, uszła pauza w czasie!
Tam to dopiero tęskno, ba i ckliwo będzie,
Gdy ani pić, ani grać, ani po kolędzie
Jeździć, ani spać wolno (…).”

W XVI wieku po kolędzie chodzili już także księża, aby udzielić błogosławieństwa na nadchodzący rok. Śpiewano przy tym pieśni religijne, zwane także kolędami, oraz zbierano datki na kościół. Kolęda była jednak zwyczajem przede wszystkim świeckim. Po kolędzie chodzili parobcy, żacy i miejsca czeladź, zachodząc nie tylko do domów zwykłego ludu, ale też na szlacheckie dwory. Zwykle kolędnicy przebrani byli w skóry wilcze, niedźwiedzie, prowadząc maszkary (np. turonie, konie i inne). Pojawiały się także postaci żydów i innych postaci wyśmiewających rzeczywistość. Ksiądz Michał Marcin Mioduszewski w XIX wieku wspominał o żakach-kolędnikach z Krakowa: „wyruszali od kościoła św. Szczepana i zszedłszy się z kolędnikami od św. Jana, szli po kolędzie do Panien Franciszkanek przy kościele św. Jędrzeja”. Te wesołe zgraje szły obowiązkowo z muzyką i śpiewem tworząc zapewne nie lada atrakcję dla mieszczan. Pogardliwie wypowiadał się o takich zgrajach już Mikołaj Rej, pisząc:

„Już więc tam na dzień Bożego Narodzenia nie będzieli włócząc się całą noc wrzeszczał, drzwi wybijał, a kiełbas nie nazbiera, abo iż całą noc kostki grając szczęścia nie szuka, już jakoby tego święta nigdy nie święcił.”

W „Poczcie herbów” wspominał również Potocki o piosnce „którą żacy wszędzie nocą po kolędzie”. Była to najpewniej pieśń łącząca w sobie elementy pastorałki i przymówki o dary. Podobna do tych, które jeszcze w XX wieku wykonywano na polskiej wsi.

Widok kolędników był powszechny w naszym kraju aż do II wojny światowej.

Kolędnicy z cyklu 12 miesięcy (styczeń), szkoła niemiecka, koniec XVII w. (domena publiczna)

 

Bibliografia:
J.R. Bobrowska, Mikołaj Rej o muzyce ludowej w XVI-wiecznej Polsce, Warszawa 2005.
J.R. Bobrowska, Ludowa kultura muzyczna XVII-wiecznej Polski w świetle twórczości Wacława Potockiego, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1989.
A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985.
Lubelskie Część I Pieśni i obrzędy doroczne, w: Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, t. 4, red. Jerzy Bartmiński, Lublin 2011.
A. Pawlak, B. Krzyżaniak, Warmia i Mazury Część I Pieśni doroczne i weselne, w: Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, t. 3, Warszawa 2002.
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian t. II. Kultura duchowa cz. 1, Warszawa 1967.
O. Kolberg, Mazowsze w: Dzieła wszystkie t. 28, Wrocław – Poznań 1964.

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz