Muzyka ludowa

Ogień, taniec i śpiew: muzyka w tradycjach sobótkowych

Posted on in Muzyka ludowa

Po dziś dzień noc świętojańska jest świętem najbardziej poruszającym wyobraźnię. Co roku w okolicy pierwszego dnia lata uczestniczymy w różnego rodzaju wydarzeniach połączonych z koncertami. Muzyka zdaje się pozostawać ważnym elementem tego święta. Mimo to mało kto zna tradycyjne sobótkowe pieśni. Tymczasem jak każdy ważniejszy obrzędowy moment w roku noc świętojańska miała również swoją unikalną muzyczną tradycję.

W Polsce odprawianie obrzędów związanych z najkrótszą nocą i nastaniem lata było powszechnym zwyczajem. Sobótkę uznaje się za jeden z najstarszych świąt słowiańskich, znanych także u wielu innych ludów Europy i Azji. Przez wieki potępiano go z ambon kościelnych, gdyż mimo powiązania ze świętym Janem Chrzcicielem tradycja pozostawała w ścisłym związku z pogańskimi obchodami ku czci słońca, ognia i wody. Według ludowych wierzeń obrzęd kupalnocki (jak na wschodzie nazywano tę noc) poprzez oczyszczenie przez ogień i wodę, zapewnić miał domostwu bezpieczeństwo od wpływów złych duchów i czarownic oraz łaski duchów opiekuńczych.

Obchody sobótkowe sprawowały przede wszystkim dziewczęta – było to typowo żeńskie święto skupione wokół tematu płodności. Oskar Kolberg był świadkiem obrzędu jaki odbył się w Bilczu pod Sandomierzem. Jego szczegółowy opis opublikował w tomie dotyczącym regionu sandomierskiego. Zwyczaj zawierał kilka podstawowych elementów. Pierwszym był wyścig między dwoma grupami dziewcząt, które zbierały się po zmierzchu ubrane na biało, niosąc ogień. Po dotarciu na wyznaczone miejsce pierwsza przybyła grupa rozpalała ognisko przy pomocy gałązek bylicy. Obrzęd rozpoczynały wspólnym tańcem i śpiewem, w którym opisywały kolejno wszystkie małżeństwa w okolicznych wsiach. Śpiew ten zwabiał resztę ludności, zarówno ludzi młodych jak i starych. Po pierwszej pieśni chłopcy rozpoczynali skoki przez ogień. Potem następowała druga faza dziewczęcych śpiewów, wychwalających przymioty okolicznych panien na wydaniu; następnie śpiewając przydzielały każdej odpowiedni do jej cech wianek, który niekiedy stawał się przymówką wobec nielubianej dziewczyny (jednej przypisywano różany, inna mogła usłyszeć, że należy jej się wieniec z pokrzyw itp.). Początkowe słowa pieśni wzywały tutaj zielonego lub białego Jana, niekiedy pojawiał się także sokół symbolizujący młodzieńca. W trzecim etapie, najważniejszym, wieńczącym obrzędowy śpiew i taniec, pieśń służyła połączeniu w pary dziewcząt i parobków w życzone przyszłe małżeństwa. Tu motywem wiodącym pieśni było sianie tatarki, niewątpliwie symbolizującej urodzaj nie tylko na polu, lecz także wśród ludzi. Śpiew dziewczęcy kończyły ponownie skoki przez ogień. Po obrzędzie dawano znak muzykantom i rozpoczynał się oberek nowo dobranych par połączony z obfitym spożyciem wódki.

Symbolizm sobótkowy wyraźnie nawiązuje do erotycznego charakteru obrzędu, pierwotnie związanego z inicjacją seksualną dziewcząt. Wskazują na to źródła historyczne. Marcin z Urzędowa w 1595 roku pisał: „Do tych czasów w Polsce święto tej diablicy [Dziewanny] święcą, czyniąc sobótki, paląc ognie (…) tamże śpiewając diabelskie pieśni plugawe”. Podobnie święto potępiał Długosz: „(…) obchodzono je zaś przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia, klaskanie i uczynki”.

Choć część elementów sobótkowych obrzędów różni się od siebie w zależności od regionu, wspólnym elementem pozostaje obrzędowy ogień, a także woda, choć główna rola zdaje się przypadać jednak pierwszemu z żywiołów. Skoki przez ognisko zapewnić miały urodzaj (im wyższy skok, tym wyższy urośnie len), a wrzucane do niego zioła chroniły od choroby i niepowodzenia. Często przez obrzędowe ognisko przepędzano bydło. Przeważnie ognie rozpalano na wzgórzach, w pobliżu rzek lub pośród lasu. We Wnorach, wsi mazowieckiej, stos umieszczano na wzniesieniu będącym pozostałościami starożytnego grodziska. Rolę wzniesienia zaznaczają także pieśni, takie jak ta ze Złotoryi cytowana przez Kolberga:

Tam na górze ogień gore,

nocel moja, kopiel, moja.

Na tej górze dwoje drzewa,

nocel moja, kopiel moja.

Jedno drzewo, boże drzewo

nocel moja, kopiel moja.

W okolicach, z których pochodzą pieśni z refrenem „nocel moja…” panował przesąd, według którego kąpiel w rzece przed św. Janem jest szkodliwa. Łączyło się to zapewne z nadnarwiańskimi wierzeniami dotyczącymi wodnych demonów, topielców, porywających ludzi w odmęty. Choć w różnych miejscach Polski i Słowiańszczyzny zmieniał się dzień pierwszej kąpieli w roku (niekiedy wiązał się on ze zwyczajami wielkanocnymi), to tabu z nią związane w okresach poprzedzających nastanie pory wiosennej lub letniej zdaje się być powszechne. Aleksander Brückner wiązał ów zakaz z wiarą w jesienno-zimową aktywność demonów wodnych. Za Bogdanowiczem cytował na temat wierzeń z Białorusi co następuje:

Na wiosnę po pierwszych gromach rozpoczyna się ta osobliwsza pielgrzymka k kluczam, w pewne od dawna ustanowione dni, na Jurja, na Mikołę, na Uszestje (Wzniesienie), na Dziewiatnik (dziewiąty czwartek po Wielkiej Nocy), na Piacinku, na Dziesiatuchu itd. Przed niedzielą rusalną biorą wodę tylko do picia, a po rusalnej kąpią się też, napawają i kąpią konie, żeby wyleczyć się od słabości albo jej na przyszłość zapobiec. Pluć w wodę, szczególniej w „żywą” nie uchodzi.

Obrzędy ściśle powiązane z symboliką sobótkową odbywały się także w inne dni – na Mazowszu i w południowej Małopolsce, oprócz wigilii św. Jana, podobnie świętowano Zielone Świątki. Ciekawy zwyczaj związany z kultem kobiecym przytoczył Kolberg ze Złotoryi, gdzie praktykowano chodzenie z królewną. Grupa dziewcząt przebranych w męskie stroje, w roli marszałków formowała szpaler i wiodło wokół wsi najmłodszą z nich, wystrojoną jako królewnę, która zazwyczaj była córką zamożnej gospodyni. Pochodowi temu towarzyszyły pieśni świeckie, kończył się zaś wieczorem w karczmie, do której schodziła się okoliczna ludność. W karczmie odbywał się wykup królewny, której matka musiała postawić na stole jadło i wódkę. Finałem obrzędu była wspólna biesiada i zabawa taneczna.

Podczas obchodów zielonoświątkowych rolę swą na Mazowszu odgrywali także chłopcy. W okolicach Tykocina odbywało się tak zwane wołowe (lub końskie) wesele. Chłopcy przygotowywali specjalny, pleciony z łyka rząd dla wołu, na którego grzbiecie umieszczano dartą z kory figurę przypominającą człowieka z szablą u boku. Wołu oprowadzano po wsi zbierając datki, a pochód trwał tak długo, na ile starczyło zwierzęciu cierpliwości. Kiedy opuszczało go posłuszeństwo i zrzucał z siebie stroik, pochód kończono i rozpoczynano zabawę w karczmie.

Oba te zwyczaje zdają się korespondować z pieśniami zalotnymi, jakie młodzież śpiewała podczas obrzędu kupalnego, skupiającymi się na wywyższaniu płci przeciwnej. Chłopcy śpiewali wokół ognia o konieczności wspólnej obrony „panieńskiej krasy”, symbolizowanej przez warkocz, wianek i pierścień, której to zagrażać miała przybywająca zza rzeki kukułka. Panny natomiast wychwalały śpiewem „młodzieńską krasę” – szablę, kańczug i konia, którą bronić musiały przed sokołem.

Najważniejsze zwyczaje związane z zalotami oraz zabiegami magicznymi, mającymi na celu zapewnić obfitość plonów, kończyły się po obchodach sobótkowych. Następował okres intensywnych prac rolnych, których zwieńczeniem były żniwa.

Obrzędy sobótki mają jak widzimy charakter dwojaki – erotyczny, związany z kojarzeniem par, ale także magiczny. Oczyszczenie przez ogień i wodę oraz odpędzanie złych mocy miało pomóc plonom we wzroście i zapewnić obfitość w czasie żniw. Charakter muzyki także to podkreśla. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z melodiami żywymi, w rytmach tanecznych, z drugiej z pieśniami o charakterze kontemplacyjnym.

Powszechne w śpiewach wykonywanych w czasie obchodów sobótki są rytmy trójdzielne (oberkowe, mazurkowe). Pieśni taneczne wykorzystywane przy tej okazji wiążą się ściśle z tematyką matrymonialną. Przekazy etnograficzne świadczą o wykonywaniu ich w czasie tańców, służących kojarzeniu par podczas palenia świętojańskiego ognia. Na Lubelszczyźnie widoczne jest podobieństwo w tym względzie z obrzędami zapustnymi. Pieśni sobótkowe odróżniają się jednak od nich rodzajem stosowanego modi, brzmiąc jakby bardziej „mollowo”. Melodie tego typu służyły też jednak pieśniom o typowo magicznej treści. Zamieszczam dwa warianty pieśni Rozpalił nam Pan Bóg tarninowy ogień. Drugi wariant, niestety pozbawiony zapisu melodii (zapis tekstu z 1892 r.), podaje pełniejszą treść, która wyraźnie wskazuje na zadanie odpędzenia zła przez sobótkowy ogień. Warto zwrócić tutaj na charakterystyczną formułę słowno-melodyczną „to, to, to”, która nie powtarza się w pieśniach innych okresów obrzędowych, w sobótkowych natomiast pojawia się nie raz.

Rozpalił nam Pan Bóg tarninowy ogień,

Do tego ognia wszyscy się święci schodzili,

Tarninowy ogień palili.

Tylko nom nie stało jednego świętego,

Poseł na granicę strzéc na carownicę.

Tylko nam jednę carownicysko zławili,

W tarninowy ogień wsadzili.

Gorajze, goraj, carownicysko,

Za ludzkie krówki, za nase mlécko.

Gorajze, goraj, na innych wołaj: to-to-to!

Do rzadkich należą pieśni wykazujące cechy bardziej archaiczne, wykorzystujące skale modalne. Za pierwotny uważany jest brak uporządkowania w relacjach czasowych w obrębie formy, spotykany również w pieśniach żniwnych oraz ukraińskich pieśniach weselnych. Pieśni tego rodzaju wykazują cechy odmienne od typowo tanecznych melodii. Mają raczej kontemplacyjny charakter. Lubelska pieśń Kąpałeczka mała nocka (prezentowana poniżej) wyraźnie reprezentuje wymienione cechy muzyczne. Swoboda metryczna i jakby krążenie melodii, a także melizmatyczny typ śpiewu czyni z niej pieśń o charakterze modlitewnym.

Kąpałeczka, mała nocka,

paliła się do północka.

Marysia się nie wyspała,

bo chustajki wysywała.

Wysywała, haftowała,

Jasieńkowi darowała.

Daryz moje, darunecki,

uod Marysi kochanecki.

Repertuar sobótkowy niestety należy do już wymierających, a co za tym idzie słabo poznanych w czasie badań terenowych.

Więcej o zawiłościach symbolicznych pieśni ludowej: Jak czytać pieśń ludową ze zrozumieniem? cz. 1

Na koniec zaś ikonograficzna ciekawostka zza zachodniej granicy:

[Dwie starsze kobiety śpiewając, prowadzą młodą, bosą dziewczynę ubraną w białą suknię, czerwone korale i wianek. Trzyma ona w dłoniach prawdopodobnie kubek. Starsza kobieta po prawej przy pasie przytroczoną ma skarbonkę i niesie gałązkę bliżej nieokreślonego drzewa. W tle widoczna chata i nocne niebo.]

Czerwiec z cyklu 12 miesięcy, autor nieznany, szkoła niemiecka, koniec XVII w. Źródło: lempertz.com
Bibliografia (cytowane prace):
Lubelskie Część I Pieśni i obrzędy doroczne, w: Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, t. 4 red. Jerzy Bartmiński, Lublin 2011.
Oskar Kolberg, Sandomierskie, w: Dzieła wszystkie, t. 2, Kraków 1962.
Aleksander Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985.
Aleksandra Łyczywek, Muzyka i sacrum. Rola muzyki w wierzeniach pierwotnych i obrzędowości ludowej na obszarze ziem polskich, praca licencjacka, Gdańsk 2017.

Facebook Comments

Dodaj komentarz